Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Chwalenie się marzeniami
Autor Wiadomość
gabriel 

Dołączył: 05 Lut 2010
Posty: 8
Wysłany: 2010-02-05, 17:05   Chwalenie się marzeniami

Witajcie!
To mój pierwszy wpis i od razu zacznę z grubej rury ;-)
Na początku dodam, aby zostać lepiej zrozumianym, jestem całym sobą za tablicami wizyjnymi, za sekretem, za prawem przyciągania itd. itp.
Jednakże dla mnie chwalenie się tablicami wizyjnymi niesie pewne "zagrożenie".
Jest to bardzo delikatna sprawa, ledwie wyczuwalna, a chodzi o to, że takie chwalenie się, to jakby wystawianie swojej mocy na sprawdzenie.
To jakby szukanie potwierdzenia dla swoich marzeń, a człowiek, który działa po thesecretowemu, to w zaciszu swojego umysły tworzy wizje i napawa się nimi.
To z umysłu pochodzi moc, nie z mielenia jęzorem.

Zdaję sobie sprawę, że mogę zostać odebrany przez co niektórych jako jakiś bluźnierca, lecz nie chodzi mi o nawtykanie komuś albo uprawianie przemądrzalstwa.
Przedstawiłem swój punkt widzenia, który sprawdza się w życiu. Czyli uprawiam marzenia, utwierdzam się, generuję w kierunku marzeń tyle pozytywnych emocji ile jestem w stanie i potem rzeczy się dzieją.
Tworzę też mapy wizyjne, lecz zauważyłem, że najlepiej działają te, które nie są wystawione nawet nie że publicznie, lecz nie trafią one nawet na światło dzienne. Czyli robię taki zbiór obrazków, napawam się, odczuuwam radość, sprawia mi satysfakcję samo zajęcie jak i myślenia o marzeniach, a potem taką tablicę odkładam gdzieś "do kąta". Najczęściej to ląduje gdzieś pomiędzy książkami lub innymi papierami.
I największą radochę sprawia mi, gdy po jakimś czasie wygrzebię przypadkowo taką tablicę i okazuje się, że to już się zmaterializowało :-)
czasami marzenia z tablic objawiają się połowicznie, co pewnie wynika z tego, że zostawiam margines, albo że odczuwam w kierunku marzeń, że one nie musi być toczka w toczkę.
No ale to jest inny temat na ile dokładnie realizują się marzenia i jak szybko.
Tutaj chciałem tylko zasygnalizować swój punkt widzenia odnośnie chwalenia się marzeniami.

Warto takie fora jak to Wasze promować w sieci,
ale też warto rozmawiać o niuansach, które często mogą przydać się adeptom sztuki przyciągania. Stąd też się odezwałem i liczę na ciepłe przyjęcie :-)
 
 
Tschoob 
Coraz lepiej

Pomógł: 2 razy
Wiek: 24
Dołączył: 20 Sie 2009
Posty: 95
Skąd: Chorzów
Wysłany: 2010-02-07, 01:53   

Wiedz, że oprócz myśli także słowa i czyny kreują naszą rzeczywistość, więc czym więcej w naszym życiu rozprawiamy o naszych marzeniach (lepsze określenie to zamierzenie) tym bardziej utrwalamy je w umyśle i tak w kółko. Osobiście nie widzę w tym nic złego, aby się trochę pochwalić tym bardziej, że daje to nam jeszcze większej motywacji, aby udowodnić innym i nam samym, że to naprawdę działa.
_________________
Ask and thou shalt receive!
 
 
 
Sophia 
fanka monocykli


Pomogła: 11 razy
Wiek: 18
Dołączyła: 02 Sie 2009
Posty: 628
Wysłany: 2010-02-08, 18:08   

gabriel, zgadzam się.

Rzeczy pozostawione dla nas samych nie wymagają od nas sprawdzania się przed innymi i nie powodują związanych z tym stresów (pt. a co jak ktoś mnie zapyta czy już się spełniło, a ja jeszcze tego nie będę miał? - przekreślamy wówczas swoją kreację). Poza tym, chwalenie się kojarzy się raczej negatywnie. Po pierwsze z niskim poczuciem własnej wartości, które trzeba podbudowywać w ten sposób. Poza tym z niepewnością (szukamy potwierdzenia w innych zamiast w sobie). Spotkałam się ze zjawiskiem, że kiedy ktoś na tym forum mówi "chciałbym to i tamto" jednocześnie pyta "myślicie że to też się da?" "myślicie, że się uda?" "a jak to najlepiej zrobić, co wizualizować?" W samym dzieleniu się marzeniami może nie być nic negatywnego, jednakże konsekwencje przybierają często negatywny obrót, ponieważ bardziej polegamy na zdaniu innych niż na sobie. Gdyby ktoś na pytanie "A czy za pomocą Sekretu da się też...?" odpowiedział: "Nie, tego się nie da zrobić. Najlepiej od razu zrezygnuj, przecież to niemożliwe" co zrobiłby pytający? Pewnie straciłby wiarę. Bo nie polega na sobie tylko na tym co napiszą inni. Liczy na to, że inni mu przyklasną i będą go afirmować "dasz radę, dasz radę". Ale w takim wspieraniu jest pewne błędne koło, ponieważ coraz mniej polegamy na sobie i osłabiamy swoją własną moc w naszych oczach. Inni to nie wyrocznie, więc też mogą się mylić, bądź nie znać preferencji i sytuacji danej osoby. Zachowywanie swoich marzeń dla siebie czyni nas prawdziwymi szefami swojego życia - my decydujemy, my wierzymy, my jesteśmy siłą napędową i my będziemy rozliczać się z rezultatów. To wzmacnia nas samych i naszą moc twórczą i odpowiedzialność za własne życie.

Swoją drogą, w literaturze dotyczącej tematu nie raz spotkałam się z zasadą "trzymaj swe wizje w sekrecie". Również po to, aby nie narazić się na destrukcyjne komentarze osób trzecich.
Oczywiście, w każdym człowieku drzemie pewna potrzeba ekshibicjonizmu psychicznego. Stąd powstały fora i blogi. Ale polegać trzeba przede wszystkim na sobie.
_________________
"Masz pędzel i farby. Namaluj swój raj i wskakuj do środka!"
Grek Zorba
 
 
adamreal 
Wiara moim istnieniem

Wiek: 18
Dołączył: 23 Mar 2009
Posty: 185
Skąd: Bielsko-b
Wysłany: 2010-02-10, 17:30   

Eh.. kto by tego nie wiedział.
_________________
Zaufaj panu juz dzis:)
 
 
 
gabriel 

Dołączył: 05 Lut 2010
Posty: 8
Wysłany: 2010-02-11, 10:07   

Tschoob:
zgadza się, lecz ja mam na myśli to coś ulotnego - tą pewność siebie, tą magiczną pewność
gdy człowiek chodzi przepełniony taką pewnością że wszystko jest na najlepszej drodze i wktótce stanie się to o czym marzył, co de facto zaplanował poprzez swój proces marzeń,
a niestety nie każdy jest w stanie wykrzesić z siebie takie pokłady pewności
dlatego często wolę po cichutko działać nad czymś aby ptem, gdy już się dobrze ugruntuję, to wtedy światu obwieścić co i jak

o tym pięknie pisze Sophia, to właśnie mam na myśli
takie zagadywanie mojego otoczenia: a kiedy, czy mam w końcu, a nie masz jeszcze? no i jak tam pane milioner? ;-) to może dołować
nawet taka niepozorna scenka: kochające małżeństwo, mąż marzy o czymś, podzielił się tym z żoną, dla przkładu to może być większe mieszkanie,
żona cieszy się że mąż marzy, ale dodaje: ale wiesz, skąd my tu weźmiemy pieniądze, ale wiesz to potrzeba kredytu który będziemy spłacać do końca życia, a jak nam się noga podwinie i któreś z nas się ciężko rozchoruje albo pracę któreś straci...
i już klops, mąż leży na łopatkach i kwiczy :-|

stąd potrzeba nie lada mistrza aby mógł otwarcie mówić o swoich planach dokoła i mógł je realizować
ja niestety wymiękam, nie raz się przekonałem, że nie jestem w stanie
co nie zmienia faktu że są tacy wymiatacze, ale to pewnie niewielki odsetek ich jest
bo to jest takie działanie psychologiczne też - to szukanie potwierdzenia u innych, a to jak dodała Sophia, to jest odbieranie sobie mocy a przez to kopanie pod sobą dołków


adamreal:
no właśnie wielu ludzi tego nie wie, raczej dominująca większość
ja sam jak sięgnę pamięcią wiele lat do tyłu to dostrzegam człowieka o zupełnie innym podejściu do świata, dzięki zgłębianiu różnych lektur, rozmowom z podobnymi do mnie, obserwowaniu własnego doświadczenia i rozmyślaniu stałem się tym czym jestem, czyli człowiekiem dostrzegającym zależność: umysł -> otoczenie, czyli że aby zmieniło się moje otoczenie, najpierw zmienić się musi mój umysł
 
 
Emek 

Dołączył: 23 Sty 2010
Posty: 45
Wysłany: 2010-02-12, 08:17   

Sophia napisał/a:
gabriel, zgadzam się.

Rzeczy pozostawione dla nas samych nie wymagają od nas sprawdzania się przed innymi i nie powodują związanych z tym stresów (pt. a co jak ktoś mnie zapyta czy już się spełniło, a ja jeszcze tego nie będę miał? - przekreślamy wówczas swoją kreację). Poza tym, chwalenie się kojarzy się raczej negatywnie. Po pierwsze z niskim poczuciem własnej wartości, które trzeba podbudowywać w ten sposób. Poza tym z niepewnością (szukamy potwierdzenia w innych zamiast w sobie). Spotkałam się ze zjawiskiem, że kiedy ktoś na tym forum mówi "chciałbym to i tamto" jednocześnie pyta "myślicie że to też się da?" "myślicie, że się uda?" "a jak to najlepiej zrobić, co wizualizować?" W samym dzieleniu się marzeniami może nie być nic negatywnego, jednakże konsekwencje przybierają często negatywny obrót, ponieważ bardziej polegamy na zdaniu innych niż na sobie. Gdyby ktoś na pytanie "A czy za pomocą Sekretu da się też...?" odpowiedział: "Nie, tego się nie da zrobić. Najlepiej od razu zrezygnuj, przecież to niemożliwe" co zrobiłby pytający? Pewnie straciłby wiarę. Bo nie polega na sobie tylko na tym co napiszą inni. Liczy na to, że inni mu przyklasną i będą go afirmować "dasz radę, dasz radę". Ale w takim wspieraniu jest pewne błędne koło, ponieważ coraz mniej polegamy na sobie i osłabiamy swoją własną moc w naszych oczach. Inni to nie wyrocznie, więc też mogą się mylić, bądź nie znać preferencji i sytuacji danej osoby. Zachowywanie swoich marzeń dla siebie czyni nas prawdziwymi szefami swojego życia - my decydujemy, my wierzymy, my jesteśmy siłą napędową i my będziemy rozliczać się z rezultatów. To wzmacnia nas samych i naszą moc twórczą i odpowiedzialność za własne życie.

Swoją drogą, w literaturze dotyczącej tematu nie raz spotkałam się z zasadą "trzymaj swe wizje w sekrecie". Również po to, aby nie narazić się na destrukcyjne komentarze osób trzecich.
Oczywiście, w każdym człowieku drzemie pewna potrzeba ekshibicjonizmu psychicznego. Stąd powstały fora i blogi. Ale polegać trzeba przede wszystkim na sobie.


Jeaaa, nic dodac nic ujac, caluje w raczke za to! :-P
 
 
 
Emek 

Dołączył: 23 Sty 2010
Posty: 45
Wysłany: 2010-02-12, 08:24   

gabriel napisał/a:
Tschoob:
zgadza się, lecz ja mam na myśli to coś ulotnego - tą pewność siebie, tą magiczną pewność
gdy człowiek chodzi przepełniony taką pewnością że wszystko jest na najlepszej drodze i wktótce stanie się to o czym marzył, co de facto zaplanował poprzez swój proces marzeń,
a niestety nie każdy jest w stanie wykrzesić z siebie takie pokłady pewności
dlatego często wolę po cichutko działać nad czymś aby ptem, gdy już się dobrze ugruntuję, to wtedy światu obwieścić co i jak

o tym pięknie pisze Sophia, to właśnie mam na myśli
takie zagadywanie mojego otoczenia: a kiedy, czy mam w końcu, a nie masz jeszcze? no i jak tam pane milioner? ;-) to może dołować
nawet taka niepozorna scenka: kochające małżeństwo, mąż marzy o czymś, podzielił się tym z żoną, dla przkładu to może być większe mieszkanie,
żona cieszy się że mąż marzy, ale dodaje: ale wiesz, skąd my tu weźmiemy pieniądze, ale wiesz to potrzeba kredytu który będziemy spłacać do końca życia, a jak nam się noga podwinie i któreś z nas się ciężko rozchoruje albo pracę któreś straci...
i już klops, mąż leży na łopatkach i kwiczy :-|

stąd potrzeba nie lada mistrza aby mógł otwarcie mówić o swoich planach dokoła i mógł je realizować
ja niestety wymiękam, nie raz się przekonałem, że nie jestem w stanie
co nie zmienia faktu że są tacy wymiatacze, ale to pewnie niewielki odsetek ich jest
bo to jest takie działanie psychologiczne też - to szukanie potwierdzenia u innych, a to jak dodała Sophia, to jest odbieranie sobie mocy a przez to kopanie pod sobą dołków


adamreal:
no właśnie wielu ludzi tego nie wie, raczej dominująca większość
ja sam jak sięgnę pamięcią wiele lat do tyłu to dostrzegam człowieka o zupełnie innym podejściu do świata, dzięki zgłębianiu różnych lektur, rozmowom z podobnymi do mnie, obserwowaniu własnego doświadczenia i rozmyślaniu stałem się tym czym jestem, czyli człowiekiem dostrzegającym zależność: umysł -> otoczenie, czyli że aby zmieniło się moje otoczenie, najpierw zmienić się musi mój umysł


Tak sa wymitatacze i o to wlasnie chodzi, zeby takim wymiataczem sie stac! Wtedy bedziesz mogl mowic o swojej wizji gdzie chcesz, nie bedzie barier. Dlatego, ze np. jak masz pomysl na milion dol. to przeciez mowic o marzeniach jak najbardziej trzeba. Tylko, ze tym ktorzy to potencjalnie moga wspierac (finansowo, psychicznie itp.) Czyli do takich co maja swoje i je realizuja. Co w rezultacie spowoduje ze przestaniesz mowic tym ktorzy nie beda tego wspierac, bo lepiej jest zajac sie swoimi sprawami niz udowadniac komus cos, cale zycie, prawda? Jest to wtedy kwestia wyboru, gdzie chcesz wlozyc/inwestowac swoja energie, proste zarzadzanie!

Wystarczy prosty przyklad, tylko sie nie smiej. Wyobraz sobie ze Bil Gates lub Donald Trump, jedzie do wioski w ugandzie i promuje swoja najnowsza ksiazke, mowiac o inwestowaniu i przyszlych marzeniach, wreczajac ja biednemu wodzowi i przy tym usmiecha sie po amerykansku...
Ostatnio zmieniony przez Emek 2010-02-12, 15:05, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
 
TiDżej 
Administrator
Apostoł Sekretu


Pomógł: 27 razy
Wiek: 27
Dołączył: 04 Lis 2008
Posty: 817
Wysłany: 2010-02-12, 12:40   

Gabriel:

Cytat:
To jakby szukanie potwierdzenia dla swoich marzeń, a człowiek, który działa po thesecretowemu, to w zaciszu swojego umysły tworzy wizje i napawa się nimi.

Jestem przekonany, że jest to kwestia indywidualna - w przypadku kiedy "mówienie głośno" tak o rzeczach, które już masz, jak i o rzeczach, które intencjonalnie przyciągasz, odczuwasz jako "chwalenie się", podszyte potrzebą utwierdzenia w pewności siebie, w istocie nie warto tego kultywować, natomiast są również przypadki, w których owe "mówienie na głos" o tym sprawia duży "fun", daje dużo radości, satysfakcji - i nie kryje się pod tym jakakolwiek potrzeba potwierdzenia, upewniania się, że "czym więcej o tym powiem, czym większej ilości osób - tym większe mam szanse realizacji, tym bardziej Moja niewiara niknie".

Dla Mnie mieszanie jednego (tego co określamy jako już zamanifestowaną rzeczywistość) z drugim (rzeczywistość w trakcie manifestacji) jest świetnym sposobem na oszukanie nie Siebie, lecz Własnego umysłu, podszeptującego niejeden raz coś w stylu: "Popatrz, przecież jeszcze tego nie masz - jak możesz czuć się tak, jakbyś to miał?". Skoro rozmowy "sam na sam" z umysłem nie przynoszą wiele korzyści z uwagi na jego prostoliniowość i ograniczony (a wręcz uparty) charakter, warto sięgnąć po fortel, na którym zresztą całe Prawo Przyciągania jest oparte, a mianowicie przeprowadzkę do nowego życia do nowej rzeczywistości (tej którą do tej pory określaliśmy mianem "manifestującej się") - bez zwracania jakiejkolwiek uwagi na ograniczony umysł, którego poglądy z zasady oparte są tylko na tym, co dochodzi do Nas poprzez fizyczne zmysły.

Jeżeli ominiesz więc umysł, zyskasz możliwość opowiadania o wszystkim - obojętnie czy na zewnątrz jest to już zamanifestowane, czy nie - z jednaką pasją i "światełkami w oczach", a więc i tą samą intensywną mocą kreacji, utwierdzającą to co już masz oraz "wibracyjny nurt" tego, jak i kreującą to, co chcesz mieć.

Praktyki sekretowe wdrażane w życie na zasadzie pustego papierka po cukierku nie są wiele warte, owszem - kiedy np. wizualizujesz coś ciągle i ciągle bez emocji, kiedy np. mówisz o czymś, w głębi nie mając do tego przekonania i nieustannie odczuwając jako okłamywanie Siebie, natomiast wszystkie one mogą nabrać diametralnie innego znaczenia, kiedy natchniesz je emocjami, jako że to emocje są kluczem. Na podobnej zasadzie działa modlitwa, która dla wielu stała się tradycją już tylko, suchą regułką, wierszem - powtarzanym "z marszu", obudzisz się o północy i bez myślenia o tym możesz wyrecytować modlitwę, którą praktykowałeś od lat. Ta sama modlitwa jednak może być wypełniona taką żarliwością serca, taką pasją, może być tak bardzo "żywa" - iż każdego dnia będzie czymś wyjątkowym, jak i potężnym narzędziem kreacji, emitującym szczerą wdzięczność, jak i zaufanie, a więc i kreację.

Piszesz:

Cytat:
Tworzę też mapy wizyjne, lecz zauważyłem, że najlepiej działają te, które nie są wystawione nawet nie że publicznie

I znów stwierdzę, iż jest to kwestia indywidualna - jeśli Moja Tablica Wizji będzie dla Mnie prawdziwa tylko w domowym zaciszu, a wystawiona np. na "światło dzienne" będzie wywoływała więcej wrażenia sztuczności, warto trzymać ją w domu.


Jeżeli jesteśmy w stanie na głos mówić tylko o życiu, które posiadamy dotychczas - na ile jesteśmy gotowi, aby przyjąć nowe?


Tschoob napisał:

Cytat:
oprócz myśli także słowa i czyny kreują naszą rzeczywistość, więc czym więcej w naszym życiu rozprawiamy o naszych marzeniach (lepsze określenie to zamierzenie) tym bardziej utrwalamy je w umyśle

A Mi przychodzi do głowy w tym kontekście potęga słowa, słowa wypowiedzianego na głos. Nie ma niczego dziwnego w tym, iż na początku praktyki "mówienia na głos" o Naszych intencjach możemy mieć wrażenie sztuczności, czuć się dziwnie lub... nie czuć nic. Dla Mnie jednak owe "mówienie na głos" jest jak samo-nakręcająca się maszynka, która nabiera rozpędu wraz z konsekwentnym wprawianiem jej w ruch: czym więcej mówię o tym, czego naprawdę chcę i co Mnie pasjonuje, tym bardziej się "rozkręcam", rozpalam; modyfikacji ulega ton Mojego głosu, intonacja, siła. Oczywiście aby ta maszynka działała (rozkręcała się, jak to określiłem) - należy obrać taką intencję, która naprawdę Nas pasjonuje - czym jest cel, względem którego musimy dopiero napełnić go pasją? Skąd mamy ją wziąć? Sęk nie w tym, aby szukać pasji-paliwa do jakichkolwiek celów, kaprysów - to jest bardzo żmudne i jest w tym dużo sztuczności (plus pytania, jak sobie z nią poradzić - a więc: jak sprawić, by coś co wydaje Mi się że chcę, pasjonowało Mnie?). Sęk w tym, aby to czego chcę, miało pasję samo w sobie, "w zestawie". Prawdziwe, mocne i naprawdę warte podążania cele - jednocześnie zazwyczaj będące celami dużego kalibru - odkryte w Nas Samych, wewnątrz Nas, poetycko mówiąc: w Sercu, w Duszy - stanowią intencje, względem których nie mamy żadnej potrzeby starać się o pasję, starać się o odczuwanie żarliwości na najmniejszą myśl o nich. Dlatego to wybór celu/intencji jest tak ważny, jeśli bowiem dobrze wybierzesz - ominie Cię zbędna "biurokracja" polegająca na "dobudowywaniu pasji z powietrza".
_________________
Serdeczności!
TiDżej - "(...) nie ma takiej rzeczy, której jawnym lub ukrytym przeznaczeniem nie byłoby Nasze Szczęście."
Kreatywnie: www.kreacje.net | Prywatnie: www.tidzej.kreacje.net
 
 
gabriel 

Dołączył: 05 Lut 2010
Posty: 8
Wysłany: 2010-02-23, 10:02   

Hej TiDżej
właśnie to jest to o czym piszesz, aby marzenie w nas rozpalało radość.
Przykład, może kapeczkę naciągnięty, ale dzięki temu lepiej będzie widać co mam na myśli:

Powiedz komuś aby pomyślał że zrobił jakąś pracę/coś załóżmy nad czym miał popracować kilka tygodni i za to otrzyma milion dolarów.

Pierwszy odruch u tego człowieka to będzie zapewne błogi uśmiech i poczucie zadowolenia, ale zapewne po kilku chwilach zamiast uprawiania marzeń, zamiast wzmacniania stanu docelowego, to pojawi się podcinanie sobie żył. Bo co zrobi normalny człowiek? Zaraz przywoła w umyśle, że to tylko marzenia, że to wręcz nieprawdopodobne aby tyle pieniędzy dostać za pracę, że chyba łatwiej już wygrać w totka etc.
Czyli to będzie wyciskanie z siebie żalu i tym podobnych uczuć, a to wiadomo że prowadzi do blokady, zamiast do celu.

Stąd marzenia warto dobierać mądrze, aby gdy marzę, to żebym nie czuł ucisku w brzuszku (tam często czuję jeśli mam blokadę) ani frustrujących uczuć.
Ale jest też pewna sprawa taka, że nie można przecież blokować się w swoich marzeniach. Czyli jeśli marzę o domu, a teraz zarabiam przykładowo 1200 zł, to z tego punktu mogę przestać marzyć. Jednak jeśli nie będę pracował z tym marzeniem, jeśli nie będę go podsycał, to chałupka się nie pojawi w moim życiu. Sęk w tym, aby marzenie dodawało mi skrzydeł, było wręcz pasją, żebym czuł się jak dziecko na placu zabaw, gdzie tylko odczuwa radość.

I wracając do mojego pierwszego wpisu, teraz to się z nim zazębi.
Mieszkając w domu z rodzicami, którzy od wielu wielu lat chodzą do pracy za niewielkie pieniądze, którzy cały czas mi wpajają, że idź synu na studia, potem dużo pracuj sumiennie etc. to będzie mógł sobie kupić chaupę na kredyt, bo wtedy ci bank da kredyt,
to z takimi ludkami nie mam co gadać że marzę o domu bez kredytu.

Oczywiście kłania się tu to co na początku tego wpisu naskrobałem, że marzenia muszą w nas wywoływać radochę, dawać nam skrzydła i tak jak TiDżej napisał, wtedy mogę wszem i wobec sobie rozprawiać, że będę miał wspaniały dom.
Ale zazwyczaj to jest tak, że człowiek który od urodzenia miał do czaszki wpajane takie zasady jak napisałem, to on nie będzie w stanie utrzymać w sobie radości, stanu zachwytu marzeniem etc. w obliczu swoich najbliższych. Oni go storpedują i marzenie pójdzie na dno.
Stąd ja często marzę, ale tylko w swojej głowie i potem najbliżsi mnie zagadują: i co się śmiejesz? A ja po prostu jestem zadowolony, pewnie mam taką głupią minę wtedy ;-) :-D
 
 
Płomień 
Odkrywam każdy dzień

Dołączyła: 01 Lut 2010
Posty: 5
Skąd: Mazowsze Polska
Wysłany: 2010-03-03, 12:01   

Tak, najtrudniej gdy najbliżsi zabierają powietrze. Mój bliski podobnie jak przedmówcy rodzice jest zdania, że pracą ludzie się bogacą. I tak jest dla wszystkich, którzy tego chcą i w myśl tej zasady postępują. Chciałoby się dzielić odkrytym Prawem z bliskimi, ale szalenie to trudne. Oni nieświadomie budują nam blokadę.
 
 
gabriel 

Dołączył: 05 Lut 2010
Posty: 8
Wysłany: 2010-03-08, 20:00   

Płomień napisał/a:
Tak, najtrudniej gdy najbliżsi zabierają powietrze. Mój bliski podobnie jak przedmówcy rodzice jest zdania, że pracą ludzie się bogacą. I tak jest dla wszystkich, którzy tego chcą i w myśl tej zasady postępują. Chciałoby się dzielić odkrytym Prawem z bliskimi, ale szalenie to trudne. Oni nieświadomie budują nam blokadę.


Dość często potrafię wyzwalać w sobie stan: a niech se gadają.
Czyli takie coś to jest że sie nie przejmuję innych gadaniem, bo to że oni mają inną wizję nie znaczy że ja mam tak postępować i to wyznawać co oni chcą.
Wolę sobie pomarzyć lub ze znajomymi co podobnie jak ja myślą. I wtedy się otwieram, a tak to gadam niewiele w tym temacie, po co mam toczyć z kimś wojny jak to do niczego nie prowadzi?
Podobnie do niczego nie prowadzi gadanie że inni mnie blokują.
Lepiej działać po jasnej stronie życia :-)
 
 
artur 

Wiek: 34
Dołączył: 31 Sty 2010
Posty: 31
Skąd: Kalisz
Wysłany: 2010-03-17, 23:04   

zgadza się w 100%
Moim zdaniem - jeśli marzysz, wizualizujesz i wierzysz w to naprawdę, to żadne "wampiry energetyczne" w postaci negatywnie myślących ludzi NIE SĄ W STANIE Ci zaszkodzić!!!

NIE SĄ W STANIE Ci zaszkodzić!!!

NIE SĄ W STANIE Ci zaszkodzić!!!

NIE SĄ W STANIE Ci zaszkodzić!!!

NIE SĄ W STANIE Ci zaszkodzić!!!
Oni po prostu nie rozumieją tej zależności w myśleniu, emocjach, uczuciach.

Jeśli czuję i wiem, że mam rację - to żadna siła widzialna i niewidzialna, ani żaden człowiek nie może na mnie wpłynąć) ;-)
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,22 sekundy. Zapytań do SQL: 9